W poszukiwaniu światozmieniaczy

Ania i Andrea to para przemierzająca świat we dwójkę w poszukiwaniu światozmieniaczy: inspirujących ludzi, którzy swoją energię poświęcają na tworzenie inicjatyw wychodzącym naprzeciw potrzebom lokalnych społeczności. Tych, którzy dokładają swoją cegiełkę do uczynienia świata lepszym: promują ekologiczne rolnictwo, przygotowują zajęcia dla dzieci z faweli, trenują z więźniami. Ania i Andrea spisują historie nietuzinkowych osobowości i dzielą się swoimi doświadczeniami na blogu oraz na różnego rodzaju warsztatach. 

Swoją ostatnią długą, bo roczną podróż odbyliście do Ameryki Południowej. Jak przygotować się do takiego przedsięwzięcia? 

To trochę złudne, że można się przygotować do tak długiej podróży. Oczywiście staraliśmy się rozmawiać z ludźmi, którzy już byli w Ameryce Południowej, pytaliśmy o kwestie bezpieczeństwa, poruszania się po kontynencie, listę ciekawych projektów, w których moglibyśmy wziąć udział. Jednak podróż weryfikuje wszystko. Opowieści rozbijają się o rzeczywistość jaką spotykasz na miejscu. Te wszystkie rady, opinie nie są w gruncie rzeczy zbyt przydatne, bo na swojej drodze i tak każdy spotyka innych ludzi, doświadcza innych sytuacji, musi mierzyć się z własnymi problemami. Słuchanie historii ludzi może cię uspokoić, ale np. funkcjonowanie autobusów w Brazylii ciągle się zmienia wiec nie można polegać na radach sprzed kilku lat. Wiele osób ostrzegało nas chociażby, że niezwykle trudno jest znaleźć projekty wolontariackie w Ameryce Południowej i że ludzie niechętnie przyjmują obcych w domu. To okazało się kompletnie nieprawdziwe. Przygotowanie i wypytanie ludzi może uspokoić cię psychicznie przed podróżą, ale praktyczne kwestie zwykle wychodzą w praniu. Oczywiście są rzeczy, o których wiadomo, że warto zrobić z wyprzedzeniem np. szczepienia. Zamiast przygotowywać się do całej podróży, my skupiliśmy się na kraju, od którego zaczynaliśmy: szukaliśmy tam kontaktów do ludzi, projektów wolontariackich, robiliśmy research gdzie warto pojechać. Robimy to samo bez względu czy jedziemy do Austrii czy do Brazylii. 

A co z językiem, bo po angielsku raczej trudno się skomunikować?

Kiedy jeździliśmy po Azji, nie uczyliśmy się wietnamskiego, tajskiego czy khmer, a tam także angielski nie jest powszechny. Oczywiście teraz staraliśmy się nauczyć trochę hiszpańskiego przed podróżą, co wiadomo, że pozwala nawiązać głębsze relacje z ludźmi, a o to nam chodziło. Przeprowadzenie wywiadu po hiszpańsku bardzo dużo zmieniło, wiele ułatwiło. Nasza nauka działa się jednak po drodze. 

Ubezpieczenie zdrowotne?

Jesteśmy ubezpieczeni w Planecie Młodych, które kosztuje nieco ponad 100 euro na rok. Andrea jest oprócz tego ubezpieczony we Włoszech, a ja płacę dobrowolne składki NFZ. 

A co z pracą?

Andrea rzucił pracę w korporacji, której i tak nie lubił. Kiedy podejmowaliśmy decyzję o podróży dookoła świata pracowałam głównie projektowo. W międzyczasie dostałam pracę na cały etat w Ashoce i przyjęłam tę propozycję wiedząc już, że wyjadę. Wtedy miałam bilet w jedna stronę do Azji Południowo-Wschodniej i żadnych konkretnych planów, kiedy wrócę.

W czasie podróży nie pracujemy za pieniądze. Nie wiemy po prostu, kiedy będziemy mieli internet, ciszę. Odkładamy pieniądze podczas naszych przerw między wyjazdami, będąc tu w Europie. Wtedy uczę angielskiego, piszę scenariusze, przygotowuję szkolenia, razem robimy tłumaczenia. Sama podróż opiera się na wymianie i nie wydajemy dużo. Nasze potrzeby są też minimalne. Wydawaliśmy 500-600 euro na dwie osoby miesięcznie. To dużo taniej niż życie w Warszawie, nie mówiąc o życiu we Włoszech. 

Jak planowaliście podróż już tam na miejscu? 

Jakoś tak wyszło, że ostatecznie w Ameryce Południowej musieliśmy mieć plan na miesiąc naprzód. Dłużej czekaliśmy na odpowiedź z różnych projektów wolontariackich (Ania i Andrea korzystają z portalu workaway – przyp. red.), wiele z nich było przepełnionych dlatego musieliśmy się zapisywać z wyprzedzeniem. Wiedzieliśmy, że zaczynamy w Brazylii i skończymy też tam lub w Kolumbii ze względu na najtańsze loty do Europy. Mamy generalną wizję, ale ona się zmienia w czasie podróży, np. planowaliśmy różne aktywności w Paragwaju, a jednak tam nie dotarliśmy.

Któryś kraj szczególnie cię urzekł?

Mam 4 ulubione z 8. 

To opowiadaj!

No dobrze (śmiech). Brazylia, Argentyna, Boliwia i Peru. Największym zaskoczeniem było dla mnie Peru, może dlatego, że nie miałam co do niego wielkich oczekiwań. Wyobrażałam sobie, że jest to tak turystyczne miejsce, że nie ma mowy, żeby mi się tam spodobało. Tymczasem Peru jest nie tylko moim ulubionym krajem, ale też Święta Dolina Inków to jedyne miejsce, w którym mogłabym zamieszkać. 

Dlaczego?

Dla mnie cała ta masowa turystyka wokół Machu Picchu jest okropna. Ale jeśli wyjedzie się do małych miasteczek oddalonych o kilkanaście kilometrów jest spokój cisza, brak turystów. Można też natrafić na międzynarodową mieszankę ludzi, którzy tam żyją i przyjechali do doliny by szukać czegoś więcej. Tworzą małe społeczności, często ekologiczne wioski, żyją w zgodzie ze sobą i z naturą. Przypadkowo spotkaliśmy tam ludzi uczestniczących w naszym warsztatach dzień wcześniej i zostaliśmy na dłużej. Spędziliśmy godziny na rozmowach o naszych wartościach, marzeniach, sensie życia. Idąc jeszcze dalej, wyżej w górach spotyka się ludzi, którzy żyją nadal zupełnie tradycyjnie, nie mają dostępu do prądu, nie mówią po hiszpańsku. Ich ta masowa turystyka w ogóle nie dotyka. Byliśmy w stanie wędrować po dolinie 3 dni i nie spotkać nikogo z wyjątkiem tubylców. Jest tam dużo magii i jest coś w energii tego miejsca. 

Święta Dolina mierzy się z problemami logistycznymi. Dzieciaki stamtąd mają 2 godziny do szkoły i nie mówią po hiszpańsku. Poznaliśmy organizację „Sweet Child Peru”, która oferuje uczniom nocleg w ciągu tygodnia, tak by miały bliżej do szkoły i organizuje im zajęcia, tak by nadążały w szkole publicznej, chociażby z językiem. 

W Peru byliśmy też na ekologicznej farmie kawy, która jest kompletnie odizolowana od świata, ludzie praktycznie nie opuszczają okolicy, nie mają gdzie pojechać. Tam uczyliśmy dzieci angielskiego. Sama produkcja ekologicznej kawy to też fascynujący proces. 

Brazylia?

Ludzie są niesamowicie otwarci. Przyroda, pustka, przestrzeń, której już nie ma w Europie. Zakochałam się w Rio, ale byłam też przerażona. Jest fascynujące, przerażające przez to co się tam dzieje. Tam ludzie funkcjonują w 3 światach, które się nie stykają, nie przenikają: świat bogatych, klasy średniej i świat faweli. W Sao Paulo nie wejdziesz przez przypadek do faweli, a w Rio tak, bo są w środku miasta i są najpiękniejszymi punktami widokowymi. 

Byliśmy tylko w tych fawelach, do których nas zapraszano. Każda fawela ma swoje wewnętrze reguły i nie poznasz ich dopóki ci ktoś nie powie. Jeśli dostaniesz zaproszenie to najbezpieczniejsze miejsce na ziemi. Zrobiliśmy wywiad z  parą, która prowadzi tam hostel „Estrelas da Babilonia”. Przekonali szefa gangu, żeby jego ludzie nie paradowali z karabinami po ulicy, bo ci turyści wewnątrz to nie jest taki zły pomysł. Celem było wymieszanie tych światów i wprowadzenie turystów do świata  faweli. Rozmawialiśmy też z Paulo Cypa, mężczyzną, który do pracy z dzieciakami wykorzystuje piłkę nożną. 

W Brazylii byliśmy na kilku farmach. Przykładowo 90 km od Sao Paulo mieszka Bruno, który wymyślił sobie, że chce ściągnąć więcej ludzi na wieś, żeby docenili czym wieś jest. Miał pomysł stworzenia przestrzeni coworkingowej, by ludzie mogli pracować w ciszy i spokoju. Zaczęli tworzyć na całe tygodnie coworkingowe. Inicjatywa funkcjonuje pod nazwą Fazenda Santa Esther. Wszystko odbywa się na gołej farmie kawy. Rano są warsztaty, joga, po południu – wykłady a wieczorem artystyczne przestawienia. W międzyczasie ludzie pracują np. na farmie. Wiele odbywa się na zasadzie wymiany, za prowadzenie warsztatów możesz np. zostać kilka nocy za darmo. Niektórzy zostają na stałe i zaczynają budować nowe społeczności, wymyślają swoje warsztaty. 

A Boliwia?

Jest super bo nikogo tam nie ma (śmiech). Wszyscy wybierają Peru. Jeżdżąc po Ameryce Południowej byliśmy zmęczeni europejskością, a przekraczając granicę Boliwii znowu odetchnęliśmy. To kraj ludności rdzennej, pełen miejsc nieodkrytych i niezniszczonych przez wielkie turystyczne inwestycje. Jednym z najpiękniejszych momentów podczas pobytu w Boliwii był nowy rok andyjski, który rozpoczął się 21 czerwca. Byliśmy wtedy w centrum kultury andyjskiej w Tiwanaku. Po nocnej, typowo sylwestrowej zabawie, około 4 rano, ci którzy mieli jeszcze siłę przychodzili do Tiwanaku. Tam szamani przeprowadzili ceremonię i składali ofiary matce Ziemi. Prawdziwa magia zaczęła, się przy wschodzie słońca. Ludzie wznosili ręce ku słońcu, by czerpać z niego energię. Potem wszyscy zaczynają spontanicznie tańczyć. 

W Boliwii poznaliśmy też historię inicjatywy Oasis Boliviano. Jej pomysłodawca Trevor przyjechał do Boliwii pierwszy raz w 2006 roku, kiedy zainspirował się. Postanowił stworzyć podobny projekt w Sucre. Trevor nauczył się języka keczua (by budować więzi z lokalną społecznością) i zaczął rozwijać na miejscu projekt związany z filtrami wody. Dużo wysiłku wkłada w to, by Oasis Boliviano była prawdziwie ekologiczną przestrzenią. Mają ogród i kury starając się produkować własne jedzenie, używają wody deszczowej oczyszczonej przez filtry własnej produkcji, stworzyli działający kompost, włączając w to kompostową toaletę, zaczynają budować z naturalnych materiałów. Walka o czystą wodę i przyrodę jest tym istotniejsza, że prezydent Evo Morales, z którym wiązano wielkie nadzieje (pierwszy przywódca, który pochodzi z rdzennej ludności) już podpisuje umowy z kopalniami, które powoli niszczą środowisko. 

Wymieniłaś także Argentynę…

Z Argentyny zapadły mi w pamięć dziewczyny stojące za projektem Moksha, które organizują lekcje jogi w więzieniach. Więźniowie bardzo entuzjastycznie podeszli do tej inicjatywy, mimo że początkowo nie mieli nawet zielonego pojęcia co to za sport. Wiadomo, każda szansa na aktywność będąc w zamknięciu jest na wagę złota. Z czasem okazało się, że to nie tylko fizyczny trening ale też dobra rzecz dla mentalnego uspokojenia. Dziewczyny chciały rozszerzyć swoje warsztaty o inne bloki w więzieniu, ale było to ciężkie, bo między więźniami nie ma komunikacji i tym bardziej sympatii, ciężko było ich przekonać, żeby wspólnie ćwiczyli. Ostatecznie jednak udało się organizować zajęcia jogi dla wielu bloków na głównym placu. Ostatnio zaczęły też pracować z kobietami, co okazuje się mocno trudniejsze. Więźniowie nagrali też film dla chłopaka, znajomego nauczycielki, który zaczął brać narkotyki. W wideo mówili, że go rozumieją, że sami przez to przeszli, ale nie warto iść tą drogą, bo nigdy się to dobrze nie kończy. To też fajna rzecz, która wypływa z samych zajęć: świadomość, że pomimo błędów jakie popełniłeś w życiu, nadal możesz komuś pomóc, nie wszystko jest przekreślone. 

Co pamiętasz z Chile?

W Chile działa organizacja, która wspiera osoby starsze, te które mają problem, żeby utrzymać się za swoją niską emeryturę.  Stworzyli platformę, gdzie można skontaktować się z danym seniorem, a ten pomoże ci w sprawunkach np. pójdzie w twoim imieniu odnowić ubezpieczenie samochodu, załatwi jakieś sprawy na mieście, zajmie się dziećmi. Seniorzy mogą sobie dorobić i uczą się korzystać z nowych technologii. 

Na deser Kolumbia

W Kolumbii spotkaliśmy Andreę, która tworzy instrumenty muzyczne całkowicie ze śmieci. Założyła nawet zespół Latin Latas. Są już dość znani i rozpoznawalni przez swoje niecodzienne instrumenty. Grają dużo koncertów, a oprócz tego pracują z dziećmi. Pokazują na czym polega konsumpcja i jak nadać drugie życie przedmiotom, które chce się wyrzucić do kosza. A co najważniejsze udowadnia, że nie trzeba mieć pieniędzy, żeby grać rocka! 

Ania, Andrea i ich historia są dla Was inspiracją? Zajrzyjcie na ich stronę: Exchange the World i dowiedzcie się więcej!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s